JA JESTEM żYWą Manną

Przeżycia Eucharystyczne 1958 - 1961

Pierwsze Przeżycie Eucharystyczne miało miejsce 17 lipca 1958 r. W czasie przygotowań do Eucharystii widząca doświadcza, jak jej oczy kierują się jak gdyby ku jej wnętrzu i widzi pojawiające się niewypowiedzianie jasne światło. W świetle tym rozpoznaje Potrójną Boską Obecność, przedstawioną w trzech splatających się ze sobą Postaciach, stapiających się w formę świętej Hostii z „Białego Ognia”.

Następne Przeżycie, z 11 marca 1959 r. jest jak gdyby odtworzeniem wielkiej pożegnalnej wizji z 31 maja 1959 r.  Podobnie jak wtedy, tak i teraz widząca widzi Boską Postać wyłaniającą się ze świętej Hostii.

Zaraz po Credo zobaczyłam ołtarz w bardzo jaskrawym świetle. Kapłan i ołtarz zaczęli znikać w dali, a ja nie widziałam nic oprócz światła. U góry nad ołtarzem wyłoniły się z niego trzy figury w słabej kolistej otoce. Tak samo widziałam je w tym samym miejscu 17 lipca 1958 r. Wszystko było znów dokładnie takie samo. Oślepiona tym światłem, myślałam, że tracę wzrok.

Bardzo się przestraszyłam. Moje serce jakby przestało bić. Wówczas zobaczyłam trzy figury, które ciągle jak gdyby się rozszerzały, dopóki nie złączyły się razem. Następnie środek zapełnił się tymi samymi figurami, tak że została tylko mała ciemna plamka. Tylko tym razem zaszła różnica. Zobaczyłam nagle, jak coś w tej ciemnej plamce rozpryskiwało się, a w tym wielkim świetlnym kole zobaczyłam – proszę wybaczyć, iż ośmielam się to tak wyrazić – dwie Boskie Postacie. A jednocześnie była to jedna Postać z rozłożonymi ramionami. Ciągle widziałam Dwie – a jednocześnie Jedną. To było coś tak promieniującego i niebiańskiego, iż nie miałam właściwie odwagi na to patrzeć, a jednak byłam jak gdyby zmuszona. Była to unosząca się świetlista Postać. Patrzyłam na Nią i to było tak, jakby się od tych Dwóch coś odłączyło, i nagle zobaczyłam wylatującego z ręki gołębia. Cały był ze światła i promieni. Po drugiej stronie Postaci, na wysokości ramion stał świetlny Krzyż. To trwało tak przed moimi oczami – nie wiem jednak jak długo. Potem to wszystko stało się znowu ognistą kulą, czy też kołem w którym zobaczyłam, albo lepiej powiedziawszy sądziłam, że znów widzę, świetlistą świętą Hostię.

W kolejnych przeżyciach Eucharystycznych widząca doświadcza rzeczywistej obecności Osoby, jednakże Jej nie widzi. Osobę tę nie może inaczej określić jak tylko „Samym Panem”. W słowach, które słyszy, Pan objawia Swoją rzeczywistą obecność i widząca doświadcza ją w formie żywej Hostii. Daje się zauważyć podobieństwo użytych określeń jak np.: „Chleb życia”, „Manna z Nieba”, czy „Woda żywa” do użytych w Ewangelii św. Jana.

Dający życie

Gdy przyjęłam Komunię św. i wracałam na swoje miejsce, Hostia w moich ustach zaczęła robić się coraz większa i grubsza. Wydało mi się, jakby zaczęła nabrzmiewać i żyć. Brzmi to na pewno bardzo dziwnie, ale czułam ją rzeczywiście żyjącą w mych ustach. Będzie można to sobie lepiej wyobrazić, choć może to wydać się niegodne, gdy powiem, że odebrałam to jak żywą rybę. Właśnie w taki sam sposób poruszała się w moich ustach. Chciałam ją wyjąć, by zobaczyć co to jest, lecz z szacunku nie odważyłam się na to. Bardzo się przeraziłam – to zrozumiałe. Było to coś niesamowitego i dziwnego. Nie wiedziałam, co się dzieje. Jednak ogarnęło mnie jednocześnie całkiem inne cudowne uczucie. Jak mogłabym je wyrazić? To był nadzwyczajny, powiedziałabym nawet niebiański stan, którego nie znałam. Wtem usłyszałam:

„Nie lękaj się...

Ja Jestem Panem, twym Stwórcą...

Panem Jezusem Chrystusem...

Dawcą Życia...

Tak jak Ja żyję teraz w tobie,

tak będę i chcę żyć wśród wszystkich narodów”.

Wtedy Hostia w moich ustach zaczęła stawać się coraz to cieńsza i mniejsza. Przyjęła ponownie zwykłą formę i mogłam Ją spożyć.

(30 sierpnia 1959 r.)

Ja Jestem Wodą żywą

Podczas Komunii św. Hostia św. rozkruszyła się nagle na moim języku na bardzo małe cząsteczki. Usłyszałam przy tym:

Ja Jestem Nasieniem, rzuconym w Jej łono”.

Po czym cząsteczki te zmieniły się w ciecz o wspaniałym smaku i usłyszałam:

Ja Jestem Wodą żywą”.

Teraz poczułam silne palenie języka. Przeraziłam się i usłyszałam:

 „Nie bój się.

Ja Jestem, Wieczny Ogień,

który został rozpalony w Jej łonie dla wszystkich narodów“.

Następnie Hostia św. rozpłynęła  się w mych ustach.

(25 marca 1960 r.)

Ja Jestem żywą Manną

Po przyjęciu Komunii św. usłyszałam:

 „Ja Jestem Panem, twoim Stwórcą, 

Zmartwychwstałym, Prawdziwą Mądrością”.

Wówczas Hostia św. zaczęła nagle żyć w moich ustach i usłyszałam:

Ja Jestem Rybą, wy jesteście solą ziemi.

Ja Jestem Wodą żywą”.

Teraz przez moje usta zaczęły przepływać strumienie wody o nadzwyczajnie delikatnym smaku. Usłyszałam:

Ja Jestem żywą Manną”.

Przy tych słowach woda w mych ustach stała się znowu świętą Hostią.

Nagle zaczęła Ona płonąć, jakby me usta miały się spalić. Przeraziłam się i usłyszałam:

„Niczego się nie bój.

Ja Jestem Ogniem rozpalonym w łonie Pani.

Wy kapłani, nie pozwólcie temu Ogniowi zgasnąć.

Roznoście Go przez swoje serca, ręce i usta,

by nadal płonął i żył wśród narodów.

Wszystkie one muszą przecież dojść do życia wiecznego.

Przekaż to. Znaki zostały dane.

Czyńcie, co Pani wam powiedziała”.

Wtedy święta Hostia w mych ustach stała się znów zwyczajna i spożyłam ją.

(31 maja 1960 r.)

Ja Jestem żywym Chrystusem

Po przyjęciu Komunii św., święta Hostia znów zaczęła żyć w mych ustach. Usłyszałam:    

Ja Jestem... żyjącym Chrystusem... Substancją...                      

Ja Jestem obecny pod postacią Chleba,                                      

który wy, kapłani powinniście rozdzielać wśród wszystkich narodów,

i Królestwo Boże jest wśród was”.

(15 stycznia 1961 r.)

 

◄